Polska internetowa mapa nierówności: połowa miejscowości bez ani jednej sieci kablowej

porównywarka internetu

Gdy myślimy o dostępie do internetu w Polsce, wyobrażamy sobie zwykle rynek z reklam: kilku wielkich operatorów, wszędzie światłowód, wybór ograniczony głównie zasobnością portfela. Dane zasięgowe rysują obraz znacznie ciekawszy — i znacznie mniej równomierny.

Liczby, które zaskakują

Baza zasięgów serwisu DostawcyInternetu.pl, obejmująca ponad 50 tysięcy polskich miejscowości i ponad 10 milionów punktów adresowych, pokazuje rozkład, o którym rzadko się mówi. W blisko połowie miejscowości nie działa ani jedna ogólnopolska sieć kablowa — jedynym wyjściem są tam technologie bezprzewodowe: domowe 5G/LTE, internet radiowy lokalnych dostawców albo satelita. Kolejne kilkanaście tysięcy miejscowości ma dokładnie jedną sieć kablową, czyli zero konkurencji infrastrukturalnej. Dwie sieci to standard w średnich miejscowościach; trzy zaczynają być komfortem.

A góra tej piramidy jest zaskakująco wąska: cztery sieci kablowe naraz ma w Polsce niespełna tysiąc miejscowości, zaś komplet pięciu — nieco ponad sto w całym kraju. Mieszkańcy Bydgoszczy, jednej z nielicznych „piątek”, żyją w zupełnie innej rzeczywistości rynkowej niż mieszkaniec wsi oddalonej o 30 kilometrów, gdzie kabla nie ma wcale.

Dlaczego to się nie wyrównuje samo

Ekonomia sieci jest bezwzględna: koszt doprowadzenia światłowodu do budynku zwraca się tym szybciej, im więcej mieszkań obsłuży. Dlatego infrastruktura koncentruje się wzdłuż gęstej zabudowy — a rozproszone domy jednorodzinne czekają najdłużej. Lukę częściowo domykają programy publiczne dofinansowujące budowę sieci na obszarach wykluczonych oraz — coraz mocniej — domowy internet 5G, który nie wymaga kabla w ogóle. Postępy tej rozbudowy monitoruje i raportuje Urząd Komunikacji Elektronicznej, publikujący cykliczne dane o pokryciu kraju usługami szerokopasmowymi.

Efekt uboczny tych nierówności jest jednak mało intuicyjny: dostępność zmienia się nie tylko między regionami, ale między sąsiednimi budynkami. W tym samym mieście jeden blok ma trzech operatorów światłowodowych, a kamienica po drugiej stronie ulicy — żadnego, bo inwestycja zatrzymała się na skrzyżowaniu. Mapa zasięgu w skali gminy czy dzielnicy nie odda tej ziarnistości.

Co z tym zrobić jako konsument

Praktyczny wniosek jest jeden: o dostępności internetu nie mówi ani reklama, ani mapa poglądowa, tylko konkretny punkt adresowy. Stąd rosnąca rola narzędzi, które odwracają logikę wyszukiwania: najpierw adres, potem lista ofert. Dobra porównywarka internetu sprawdza dostępność na poziomie pojedynczego budynku i pokazuje wyłącznie te oferty — kablowe i bezprzewodowe — które faktycznie tam docierają. To eliminuje najczęstszy scenariusz frustracji: zamówienie usługi, która „w okolicy” jest, ale do konkretnej klatki nie dochodzi.

Druga praktyczna rada dotyczy czasu: rynek jest w ruchu. Rocznie przybywają setki tysięcy adresów w zasięgu FTTH, więc wynik sprawdzenia sprzed dwóch lat jest dziś bezwartościowy. Kto podpisał umowę dawno i od tamtej pory nie weryfikował alternatyw, ten z dużym prawdopodobieństwem płaci cenę ustaloną w czasach, gdy pod jego adresem nie było konkurencji — która być może właśnie się pojawiła.

Polska internetowa mapa nierówności powoli się wyrównuje. Ale dopóki różnica między „pięcioma sieciami” a „zerem” mieści się w granicach jednego powiatu, jedyną racjonalną strategią konsumenta pozostaje sprawdzanie własnego adresu — regularnie.

Źródło grafiki: Unsplash

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.